Miałem 7-9 lat, kiedy w domu pojawiły się dwie kasety VHS z nagraniami z telewizji. Nagrał je kuzyn mojej mamy, na jej prośbę, jako prezent dla taty.

Nie znałem żadnego z tych zespołów. Po prostu oglądałem i słuchałem.

Jednym z pierwszych obrazów, jakie zapamiętałem, był facet z wystającymi zębami. Na kolejnych nagraniach miał coraz krótsze włosy, coraz większego wąsa i coraz bardziej obcisłe kostiumy. 😄

Pozostali muzycy też z czasem mieli coraz krótsze włosy. Wszyscy poza gitarzystą, który konsekwentnie pozostawał przy swojej charakterystycznej fryzurze.

Dopiero później dowiedziałem się, że to Freddie Mercury, gitarzysta to Brian May, a zespół nazywa się Queen. Kiedy poznałem ich dyskografię, zrozumiałem, że to było Greatest Flix.

Kasety magnetofonowe Queen, między innymi Innuendo i A Kind of Magic
Kasety Queen z domowej kolekcji.

Na pierwszej kasecie zaraz po Queen zaczynał się koncert Deep Purple, od Highway Star. Zapamiętałem zielone, laserowe litery DP, z których wychodził smok i chyba wąż. Smok chyba tego węża pożerał, a cały obraz zaczynał coraz szybciej wirować. Ian Gillan w kamizelce. Za cholerę nie wiem, gdzie to było ani z którego roku: hala albo zamknięty stadion, raczej druga połowa lat 80. albo początek 90.

Na drugiej drugi koncert Deep Purple, na otwartym terenie, może festiwal. W trakcie Ritchie Blackmore rozwalił gitarę. Do tego Black Sabbath z Dio. Ronnie powiedział, że kiedy ludzie pokazują te rogi, to wiadomo, co to znaczy: long live rock 'n’ roll. Van Halen był na jednej z tych kaset, tylko nie pamiętam, na której. Zapamiętałem go jako kolorowy i krzykliwy, zupełnie inny obraz niż reszta.

W domu było też sporo kaset magnetofonowych: AC/DC, Led Zeppelin, Metallica, Slade. Nazwy zespołów przyszły później.

Półka z kolekcją kaset magnetofonowych
Kasety z domowej kolekcji.

Te dwie kasety puszczałem bardzo często.

Nie było dnia, w którym postanowiłem, że od teraz słucham rocka. Po prostu coraz bardziej mi się podobał.

Deep Purple podczas późniejszego koncertu
Deep Purple — jeden z późniejszych koncertów, na których byłem

Z czasem doszły koncerty. Była Budka Suflera w Kamieniu pod Rybnikiem, z mamą. Potem Deep Purple w Spodku w grudniu 2003, mój pierwszy tak duży koncert, na którym byłem sam. Dwa razy byłem na AC/DC: w maju 2010 na Bemowie i w lipcu 2015 na Narodowym, z Elą.

To najlepszy dla mnie zespół, który wciąż gra, drugi po Queen. Te koncerty, razem z pierwszym Deep Purple, są dla mnie najważniejsze, na jakich byłem. Do tego Kravitz na pływającej scenie pod Wawelem, Budgie w knajpie we Wrocławiu i jeszcze wiele innych. Mam stamtąd zdjęcia. Niektóre jakościowo słabe, ale to moje pamiątki.

Dziś słucham go głównie w radiu, w drodze do pracy i z pracy. W domu, przy małym dziecku, trzeba być cicho, a rock po cichu nie ma sensu.

Od tych VHS-ów minęło ponad trzydzieści lat. Nie szukam w tym wielkiej filozofii. Po prostu lubię rock.

I tak mi zostało. 🤘

Błażej w koszulce AC/DC na spacerze w sadzie

← Wróć: Życie