Przejdź do treści
Moja historia

Błażej Styrnol

Kiedyś czułem się jak władca świata. Dzisiaj inaczej patrzę na sukces.

Ja przed złotym Mercedesem, którym jeździłem w tamtym okresie

Kiedy miałem dwadzieścia kilka lat, nie zastanawiałem się specjalnie nad tym, czym jest sukces. Wydawało mi się, że wiem. Prowadziłem firmę, mieliśmy kontrakty za miliony złotych, jeździłem Mercedesem, kupowałem rzeczy, które mi się podobały. Kiedyś wydałem 18 tysięcy złotych na komputer. Mogłem go kupić i bardzo mi się ten laptop podobał. Nie żałuję tego zakupu. Służył mi potem dobre dziesięć lat. Lubiłem tamto życie. Lubiłem samochody, imprezy, podróże, gadżety. Lubiłem być szefem. Miałem przyjaciół, z którymi potrafiliśmy świetnie się bawić. Czułem się jak władca świata. No dobra, może przynajmniej okolicy. I naprawdę byłem wtedy szczęśliwy.

Nie zamierzam udawać, że tamto życie było złe

Łatwo byłoby dzisiaj opowiedzieć tę historię inaczej.

Że pieniądze mnie zaślepiły. Że samochody i imprezy nie dawały szczęścia. Że dopiero po wszystkim zrozumiałem, co jest ważne.

Tylko że to nie byłaby prawda.

Tamten etap miał swoje dobre strony. Nie chcę go przekreślać tylko dlatego, że wiem, co wydarzyło się później.

Dzisiaj nadal lubię dobre samochody. Nadal chciałbym mieć duży, wygodny dom, zaprojektowany dokładnie tak, jak sobie wymarzę. Podróżować. Kupować ciekawe technologie. Mieć karnet na mecze Borussii Dortmund.

Nie przestałem chcieć pieniędzy.

Zmieniło się raczej to, ile jestem gotów za nie zapłacić.

Archiwalne zdjęcie budowy z czasów prowadzenia firmy budowlanej

Problemem nie było to, że chciałem dużo zarabiać

Kiedy firma zaczęła mieć problemy, najpierw przestałem wypłacać pieniądze sobie. Później zacząłem przeznaczać własne oszczędności na wypłaty dla pracowników.

Przychodziły kolejne problemy. Listy i telefony — od wierzycieli, komorników, windykatorów. Lawety, które zabierały z budów maszyny.

Wcześniej nie myślałem szczególnie o zabezpieczeniu finansowym. Pieniądze były po to, żeby je zarabiać, wydawać i inwestować w dalszy rozwój firmy. Nie miałem przygotowanego sensownego planu na sytuację, w której wszystko zacznie się sypać.

Gdybym dzisiaj mógł porozmawiać z tamtym sobą, nie powiedziałbym mu, żeby zrezygnował z ambicji. Powiedziałbym:

Nie stawiaj wszystkiego na jedną kartę.

Bo nawet jeśli przez wiele lat wszystko działa, nie oznacza to, że będzie działać zawsze.

Spokój zaczął znaczyć coś innego

Dopóki masz pieniądze, często nie zastanawiasz się, ile warte jest zwyczajne poczucie bezpieczeństwa. To, że możesz zrobić zakupy. Że rachunki są zapłacone. Że nie musisz odbierać każdego telefonu z obawą, jaki kolejny problem się pojawił.

Dzisiaj właśnie takie rzeczy mają dla mnie ogromną wartość.

Ale nie chodzi tylko o pieniądze. Mam rodzinę. Mam syna. I coraz mocniej widzę, jak dużą część życia zajmuje mi praca. Wstaję wcześnie rano, spędzam większość dnia na budowie, wracam do domu i tego dnia zostaje już niewiele.

A przecież życie nie powinno składać się wyłącznie z pracy i przygotowywania się do kolejnego dnia pracy.

Rodzinne selfie w windzie

Czy mniej pieniędzy może oznaczać większy sukces?

Dzisiaj potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której zarabiam mniej niż kiedyś, ale mam większy wpływ na własne życie. Mógłbym rano spokojnie zjeść śniadanie z rodziną. Wyjść z psami na spacer, nie patrząc co chwilę na zegarek. Później zająć się własnymi projektami. A może któregoś dnia po prostu nie pracować.

Po południu mieć czas dla syna. A jeśli kiedyś będzie miał trening, występ albo coś innego, co będzie dla niego ważne, po prostu tam być. Bez zastanawiania się, czy dostanę wolne.

Czy to byłby sukces? Dla mnie ogromny.

Ale jest też druga strona. Nie chciałbym mieć mnóstwa wolnego czasu i jednocześnie każdego miesiąca zastanawiać się, czy wystarczy pieniędzy na wszystkie wydatki.

Dlatego nie szukam życia bez pieniędzy. Szukam życia, w którym pieniądze dają bezpieczeństwo i możliwości, zamiast zmuszać mnie do nieustannej pogoni za nimi.

Nie uważam się dzisiaj za człowieka sukcesu

Nie mam jeszcze takiego życia. Nadal pracuję fizycznie. Nadal większość dnia jest podporządkowana pracy. Nadal próbuję budować kompetencje i szukać dróg, które pozwolą mi stopniowo to zmienić.

Ale dzisiaj sukcesem może być dla mnie coś, czego dwadzieścia lat temu nawet bym nie zauważył.

Pierwszy klient w nowej działalności. Osiem godzin pracy zamiast dziesięciu. Samochód lepiej dopasowany do potrzeb naszej rodziny. Regularny czas z bliskimi i przyjaciółmi. Możliwość wzięcia wolnego dnia wtedy, kiedy jest naprawdę potrzebny.

To nie oznacza, że rezygnuję z większych marzeń. Po prostu nie chcę już realizować ich za każdą cenę.

Kiedyś byłem przekonany, że wiem, czym jest sukces. Dzisiaj nie jestem już tego taki pewien. Ale coraz lepiej rozumiem, jak chciałbym żyć.

I między innymi dlatego buduję od nowa.

← Wróć: Moja historia

Buduję od nowa · początek

25.09.2026 · 20 lat pracy

20 lat pracy. I początek kolejnego rozdziału.

25 września minęło dokładnie 20 lat, odkąd zacząłem pracować na pełny etat.

Zrobiłem z tej okazji rolkę. W kilkudziesięciu sekundach próbowałem zmieścić dwie dekady życia zawodowego.
Oczywiście się nie da. 🤷🏻

Rolka „20 LAT”

Za każdym fragmentem tego filmu kryje się osobna historia. Niektóre z nich opowiem w kolejnych wpisach.
Ale ten tekst nie jest o tym, co wydarzyło się przez ostatnie 20 lat.
Jest o tym, co właściwie znaczy dla mnie „Buduję od nowa” i dlaczego w ogóle to robię.

Nie zaczynam od zera

„Buduję od nowa” nie oznacza, że wyrzucam wszystko, co było wcześniej, i zaczynam życie od początku.
Nie da się tego zrobić.
Mam za sobą 20 lat pracy, doświadczeń, decyzji, błędów, sukcesów i porażek. Rzeczy, które zrobiłbym jeszcze raz, i takie, których dzisiaj bym nie powtórzył.
To wszystko jest częścią mnie.
Przez długi czas własny upór nie pozwalał mi zmienić kierunku — trzymałem się jednej drogi, własnej firmy budowlanej, zamiast spróbować czegoś innego. Dziś wiem, że to nie próbowanie nowych rzeczy jest ryzykiem. Ryzykiem jest robić dalej to samo i liczyć, że coś samo się zmieni.
Zmieniam projekt. Buduję od nowa.

Buduję życie, nie profil w internecie

Instagram, ta strona i treści, które publikuję, są tylko zapisem tego procesu.
Nie są jego celem.
Nie buduję od nowa po to, żeby zostać influencerem. Nie próbuję też stworzyć w internecie obrazu człowieka, który wszystko już poukładał i teraz będzie mówił innym, jak mają żyć.
Bo sam nadal jestem w drodze.
Chodzi o prawdziwe życie poza ekranem.
O większe bezpieczeństwo mojej rodziny. O większy wpływ na własny czas. I o możliwość wyboru, zamiast działania tylko dlatego, że nie mam innej opcji.

Czas. Bezpieczeństwo. Wybór.

Te trzy słowa chyba najlepiej opisują to, co chcę zbudować.

Czas.

Nie po to, żeby nic nie robić. Chcę mieć większy wpływ na to, komu i czemu go oddaję.

Bezpieczeństwo.

Nie oznacza dla mnie jednej „pewnej” pracy. Chcę dojść do sytuacji, w której moje życie i bezpieczeństwo mojej rodziny nie zależą od jednego źródła dochodu.

Wybór.

Możliwość powiedzenia: robię to, bo chcę — a nie dlatego, że nie mam żadnej innej opcji.
Dzisiaj nie mam żadnej z tych trzech rzeczy w takim stopniu, w jakim chciałbym je mieć.
Dlatego buduję.
I właśnie buduję na tym, co już znam.

Budownictwo nie jest problemem

Przez większość zawodowego życia pracuję w budownictwie i ta praca nadal potrafi dawać mi satysfakcję.
Kiedyś była większa.
Budowałem ludziom domy. Mogłem później spojrzeć na budynek i pomyśleć: zrobiłem coś konkretnego, coś, co zostanie na lata.
Dzisiaj moja praca wygląda inaczej, ale nadal lubię to, że jej efekt widać. Robisz coś przez cały dzień, a później możesz spojrzeć i zobaczyć, co zrobiłeś.
Problemem nie jest więc to, że nienawidzę budownictwa i chcę z niego za wszelką cenę uciec.
Problemem jest cena obecnego sposobu pracy.
Praca jest wymagająca fizycznie, zajmuje dużą część dnia i zostawia mi ograniczony wpływ na to, jak wykorzystuję swój czas. Do tego moje zarobki zależą od jednego pracodawcy.
A etat nie daje całkowitego bezpieczeństwa.

Jest takie zdanie:

If you can be hired, you can be fired.

Jeżeli ktoś może cię zatrudnić, może cię również zwolnić.

I nie ma większego znaczenia, czy jesteś sprzątaczką, pracownikiem budowy czy prezesem, który nie jest właścicielem firmy.
Etat daje regularny dochód. To dużo. Ale nie chcę mylić regularności z pełnym bezpieczeństwem.
Własny biznes zresztą też nie jest bezpieczny. Wiem o tym aż za dobrze.
Daje trochę większą kontrolę, ale przynosi inne ryzyka.
Dlatego nie chcę szukać kolejnej jednej rzeczy, od której będzie zależało wszystko.
Chciałbym z czasem zbudować kilka niezależnych elementów: więcej niż jedno źródło dochodu, własne oszczędności, inwestycje, może kiedyś nieruchomość, która będzie na siebie zarabiała.
Dzisiaj tego nie mam.
To nie jest opis mojego obecnego życia.
To jest część projektu, który dopiero próbuję zrealizować.

Chcę odzyskać wpływ na własny czas

Pieniądze są ważne. Bezpieczeństwo finansowe też.
Ale ostatecznie chodzi mi o coś jeszcze.
O czas.
Dzisiaj przez pięć dni w tygodniu około 12 godzin mojego dnia jest już zagospodarowane przez pracę, dojazdy i wszystko, co się z nimi wiąże.
Dlatego mówiąc, że chcę mieć większy wybór, nie mam na myśli:
„Już nigdy nie chcę pracować na budowie”.
Chodzi mi o coś znacznie prostszego.
Chcę dojść do miejsca, w którym to ja w większym stopniu decyduję, jak spędzam swój czas. Żeby mieć go więcej dla rodziny, przyjaciół i rzeczy, które naprawdę chcę robić — nie tylko dla pracy i dojazdów.

Mam projekt. Nie mam gotowej instrukcji

„Tym razem według własnego projektu” nie oznacza, że dokładnie wiem, jak będzie wyglądał każdy kolejny krok.
Projekt mam.
Chcę zbudować więcej bezpieczeństwa, odzyskać część swojego czasu i zwiększyć liczbę możliwości, spośród których mogę wybierać.
Nie mam natomiast jednej gotowej instrukcji, jak do tego dojść.
Sprawdzam różne drogi. Uczę się nowych rzeczy. Rozwijam kompetencje, które już mam. Próbuję wykorzystać doświadczenia z poprzednich lat i budować nowe możliwości.
Nie każda z nich musi zadziałać.
Niektóre pomysły pewnie odpadną. Inne mogą okazać się ważniejsze, niż dzisiaj zakładam. 🤷🏻
I właśnie dlatego traktuję to jak projekt.
Projekt można zmieniać, kiedy rzeczywistość pokazuje, że coś nie działa.

Dlatego pokazuję drogę, a nie wynik

W internecie znacznie łatwiej opowiada się historię po fakcie.
Kiedy już wiadomo, co zadziałało, można połączyć wszystkie punkty i stworzyć prostą opowieść:
problem → decyzja → ciężka praca → sukces.
Tylko że życie rzadko wygląda tak prosto.
Dlatego nie chcę czekać kilka lat i dopiero wtedy opowiadać, jak „zbudowałem wszystko od nowa”.
Wolę pokazywać to teraz.
Kiedy jeszcze nie znam wyniku.
Pokazywać rzeczy, których się uczę. Decyzje, które podejmuję. Pomysły, które sprawdzam. To, co działa — i to, co okazało się niewypałem.
Nie jako człowiek, który znalazł receptę na życie.
Tylko jako człowiek, który próbuje zbudować swoje trochę lepiej niż poprzednio.

I jest jeszcze jeden powód

Trochę wykorzystuję na sobie efekt publicznej deklaracji.
Znam siebie na tyle dobrze 🤦🏻, żeby wiedzieć, że plan zapisany gdzieś w notesie można przesunąć na poniedziałek.
Potem na następny poniedziałek.
A później dojść do wniosku, że właściwie to od stycznia będzie lepszy moment. 😅
Kiedy natomiast publicznie mówię: buduję od nowa — trochę trudniej udawać przed samym sobą, że niczego nie powiedziałem.
Oczywiście samo założenie Instagrama i strony internetowej jeszcze nikomu życia nie zmieniło. Mnie też nie zmieni.
Nadal trzeba zrobić całą resztę.
Ale skoro już postanowiłem coś zmienić, mogę przynajmniej wykorzystać ten profil i tę stronę jako dodatkowy powód, żeby ruszyć tyłek i rzeczywiście to robić.
Więc tak — ta strona jest zapisem drogi.
Ale jest też trochę batem na samego siebie. 😅

Tym razem według własnego projektu

Nie mam gotowej instrukcji.
Mam za to kierunek i wiem, po co to robię.
„Buduję od nowa” nie jest obietnicą, że wszystko mi się uda.
Jest decyzją, że nie chcę tylko czekać i patrzeć, co wydarzy się dalej.
Chcę próbować. Uczyć się. Sprawdzać. Poprawiać projekt, kiedy będzie trzeba, i budować kolejne możliwości.
A ta strona ma być zapisem tej drogi.
Nie po fakcie.
W trakcie.
20 lat za mną.
A to, co będzie dalej, dopiero się buduje.
Nie zaczynam od zera.
Buduję od nowa.
Tym razem według własnego projektu.

← Wróć: Buduję od nowa