Przejdź do treści
BVB · felieton

Błażej Styrnol · październik 2026

Manchester City. Puchary można odebrać. Historii już nie.

Uczciwy nie jest frajerem. Jest poszkodowanym. Frajerem jest oszust.

Borussia Dortmund przegrała z Manchesterem City 4:2 w ćwierćfinale Ligi Mistrzów w 2021 roku. To fakt. City wygrało oba mecze i awansowało.

Nie twierdzę, że BVB powinno było znaleźć się w półfinale. Nie wiem tego.

Pytam o coś innego: z jakim Manchesterem City Borussia powinna była wtedy grać?

Ten tekst jest w dużej części pytaniem bez odpowiedzi. Mówię to od razu: żadnego z moich „a gdyby” nie da się sprawdzić. Nikt nie przeżyje tej historii drugi raz. I właśnie o to mi chodzi.

Uczciwy nie jest frajerem

Oszukiwanie w sporcie wkurzało mnie od zawsze. Pamiętam podwórkowe mecze. Jak ktoś kantował, gotowało się we mnie. Ale działało to też jak motywacja: skoro chcesz tak grać, to tym bardziej chcę ci dokopać. Tylko uczciwie.

Chyba do dziś tak patrzę na sport.

Nie mam problemu z przegraną z kimś lepszym. Nie mam problemu z tym, że jeden klub ma więcej pieniędzy od drugiego, choć uważam, że w dzisiejszym sporcie jest ich zdecydowanie za dużo. Stadiony, budżety, akademie, historia: to się różni. Tak wygląda sport.

Ale przepisy muszą obowiązywać wszystkich tak samo. Nie tylko tych, którzy nie umieją znaleźć sposobu, żeby je obejść.

Grafika z hasłem: Uczciwy nie jest frajerem. Jest poszkodowanym. Frajerem jest oszust.
Uczciwy nie jest frajerem. Jest poszkodowanym.

Co ustaliła komisja

Pod koniec września 2026 niezależna komisja uznała Manchester City za winny wszystkich zarzutów dotyczących poważnych naruszeń finansowych Premier League oraz większości zarzutów związanych z brakiem współpracy. W mediach wynik opisywano jako 114 ze 115 zarzutów. Chodzi o dziewięć sezonów, od 2009/10 do 2017/18.

Komisja ustaliła, że klub korzystał z pozornych umów sponsorskich, by sztucznie zawyżać przychody i obniżać koszty. Uznała też, że City znacząco przekroczyło limity wydatków Premier League i UEFA. Według opublikowanego przez Premier League streszczenia skala zawyżonych przychodów i obniżonych kosztów przekroczyła 900 milionów funtów.

Grafika z nagłówkiem Reutersa o ustaleniach Premier League w sprawie pozornych umów sponsorskich Manchesteru City, z datą 29 września 2026 roku.
Reuters, 29 września 2026: relacja o ustaleniach Premier League.

Tak, City złożyło odwołanie. Ale ustalenia komisji są poważne i nie zamierzam ich rozmywać.

Moim zdaniem oszukiwali od pierwszego dnia po przejęciu aż do dziś. To moja opinia, nie ustalenie komisji. Zarzuty obejmowały dziewięć sezonów i za ten okres komisja uznała poważne naruszenia za udowodnione na ogromną skalę. Trudno mi uwierzyć, że ktoś, kto tak działał przez dziewięć lat, wcześniej grał czysto. Ale tego nie wiem i nie udowodnię.

Nie jestem prawnikiem i nie powiem, jaka kara jest właściwa. Ustalenie o winie już zapadło, a City się od niego odwołało. Mnie interesuje coś, czego żadna kara nie naprawi: skali tej przewagi nie da się odtworzyć.

„Przecież grali piłkarze”

To argument, który wraca w każdej takiej dyskusji. I jest w nim sporo prawdy. Pieniądze same nie strzelają bramek. Można wydać fortunę i zbudować drużynę, która nie potrafi razem grać. City zrobiło sportowo wiele rzeczy bardzo dobrze i nie zamierzam tego odbierać zawodnikom. Nie wiem też, co wiedzieli o finansach klubu, i nie przypisuję im winy za decyzje ludzi, którzy nim zarządzali.

Infografika o tym, jak Manchester City zaczęło budować swoją potęgę po przejęciu klubu.
Początek budowania potęgi Manchesteru City.

Tylko że drużyna nie powstaje w dniu meczu. Powstaje latami.

Transfer to dopiero początek

W 2008 roku do City przyszły ogromne pieniądze, a z nimi wielkie transfery. Robinho. Tévez. Yaya Touré. David Silva. Džeko. Agüero. Później De Bruyne. Dziś te nazwiska kojarzą się z początkiem jednej z największych potęg współczesnej piłki. Ale wtedy City dopiero próbowało stać się klubem, do którego zawodnicy tej klasy chcą przychodzić.

Na listach najdroższych transferów widzimy nazwisko i kwotę. Ale zakup to dopiero początek. Trzeba zapłacić pensję temu piłkarzowi, potem następnemu i następnemu. Utrzymać całą kadrę, nie tylko pierwszą jedenastkę. Opłacić trenerów, sztab, skauting, przygotowanie fizyczne. Żeby co sezon walczyć o mistrzostwo i Ligę Mistrzów, nie wystarczy jedenastu świetnych zawodników. Potrzebna jest kadra, która wytrzyma sezon, kontuzje, zawieszenia i grę co trzy dni.

Infografika porównująca najdroższe transfery Manchesteru City przed przejęciem i po przejęciu klubu.
Najdroższe transfery City przed przejęciem i po nim.
Infografika pokazująca najdroższe transfery Manchesteru City.
Transfery, które budowały kadrę Manchesteru City.

Dlatego nie pytam tylko, czy dany piłkarz był wart swojej ceny. Pytam: na ilu z nich byłoby klub stać przy pełnym przestrzeganiu zasad? Nie na samą kwotę transferu, ale na pensję, kolejne wzmocnienia i utrzymanie takiej kadry rok po roku.

Nie znam odpowiedzi. Nie mam dostępu do alternatywnego budżetu City, w którym każda decyzja od 2008 roku wygląda inaczej. Ale skoro komisja ustaliła, że klub przez dziewięć sezonów zawyżał przychody i obniżał koszty, pytanie o skalę tej przewagi jest w pełni uzasadnione. Skoro klub mógł wydawać więcej, niż pozwalały zasady, to czy na boisku stałaby ta sama drużyna? Ci sami zawodnicy, te same pensje, ta sama szerokość kadry?

Nie wiem. I to jest problem. Przewagę można zdobyć w trakcie meczu. Można ją też zbudować dużo wcześniej.

Efekt domina

Dla mnie przełomem jest sezon 2011/12. City i United kończą z tą samą liczbą punktów, o tytule decyduje różnica bramek. Doliczony czas, gol Agüero z QPR, pierwsze mistrzostwo City od 44 lat. Nie odbieram ani tego gola, ani radości kibiców. To się wydarzyło naprawdę.

Ale pierwsze mistrzostwo dało klubowi coś więcej niż puchar. Dało wiarygodność. Zawodnik nie słyszał już „przyjdź do bogatego klubu”, tylko „przyjdź do mistrza Anglii”. Potem „możesz tu walczyć o Ligę Mistrzów”. Każdy sukces wzmacniał następny: lepsi zawodnicy, większe ambicje, nowe możliwości komercyjne. Machina zaczęła napędzać się sama.

Infografika zestawiająca historię Manchesteru City przed przejęciem klubu i po nim.
Historia City przed przejęciem i po nim.

Czy City stać by było wtedy na Agüero i cały ten skład, gdyby finanse musiały wyglądać inaczej? Może tak. Może i tak zdobyłoby mistrzostwo. A może nie. Nie można po prostu wykreślić jednej kwoty z księgowości i założyć, że reszta potoczyłaby się identycznie.

Nie twierdzę, że każdy późniejszy transfer — Rodri, Rúben Dias, Grealish, Haaland, Gvardiol — był „zawiniony” wcześniejszymi nieprawidłowościami. To byłoby nadużycie. Mówię tylko, że nie wiemy, ile z dzisiejszej pozycji City powstałoby tak samo.

Infografika o trofeach Manchesteru City zdobytych przed przejęciem klubu i w kolejnych latach.
Puchary pokazują wynik. Nie pokazują całej drogi, która do niego prowadziła.

A teraz Borussia

Tu przestaję patrzeć jak komentator. Borussia jest ze mną od dzieciństwa.

W 2021 roku City wygrało z nami 2:1 w pierwszym meczu i 2:1 w Dortmundzie. Sportowo sprawa jest prosta: byli lepsi, przegraliśmy. Gdyby na tym kończyła się historia, powiedziałbym „trudno” i tyle.

Ale nie wiem, czy w historii zgodnej z zasadami w ogóle trafilibyśmy wtedy na to samo City. Żeby doszło do tego dwumeczu, musiało wydarzyć się mnóstwo rzeczy: awanse, losowania, wyniki z wcześniejszych sezonów, kadry zbudowane na ich podstawie. Więc nie napiszę, że City „ukradło” Borussii półfinał. Tego nie udowodnię.

Napiszę tak: BVB przegrało 4:2. To fakt. Ale nie wiem, czy w innej, uczciwej wersji europejskiej piłki Borussia w ogóle grałaby wtedy z tym samym zespołem.

Z Dortmundu do City poszli Gündoğan, Akanji i Haaland. Nie mam do nich pretensji. Piłkarz ma krótką karierę i wybiera, co uważa za najlepsze dla siebie.

Infografika o transferach İlkaya Gündoğana, Erlinga Haalanda i Manuela Akanjiego z Borussii Dortmund do Manchesteru City.
Piłkarze, których drogi prowadziły z Dortmundu do Manchesteru.

6 kwietnia 2021, pierwszy mecz w Manchesterze. Reus w 84. minucie wyrównuje i mamy wyjazdowego gola. A w 90. minucie Foden strzela na 2:1 po asyście Gündoğana. Dawny piłkarz Borussii pomógł pokonać Borussię.

Późny gol, jak ten Agüero z QPR w 2012. Tamten dał City pierwsze mistrzostwo od 44 lat, ten dał przewagę przed rewanżem. Przy 1:1 pojechalibyśmy do Dortmundu z wyjazdowym golem, a wtedy jeszcze obowiązywała zasada bramek na wyjeździe. Nie wiem, co by z tego wyszło. Wiem tylko, że jedna bramka w 90. minucie zmieniła punkt wyjścia.

Haaland najbardziej działa mi na wyobraźnię. Odszedł w 2022, rok później Bellingham. Co by było, gdyby City nie mogło wtedy sięgnąć po Haalanda? Zostałby jeszcze rok? Poszedłby do Realu? Zagrałby z Bellinghamem?

Grafika z wynikiem ćwierćfinału Ligi Mistrzów 2020/21 Borussia Dortmund–Manchester City oraz pytaniem, czy BVB w ogóle zagrałoby wtedy z City; pokazuje też Haalanda i Bellinghama.
Wynik dwumeczu znamy. Tego, jak potoczyłaby się historia Haalanda i Bellinghama bez tego samego City, nie da się sprawdzić.

Nie wiem. Może odszedłby dokładnie wtedy, tylko gdzie indziej. Może nic by to nie zmieniło. Nie chodzi o to, że alternatywna wersja byłaby lepsza dla BVB. Chodzi o to, że nigdy jej nie sprawdzimy. I nie dotyczy to tylko Borussii. Każde mistrzostwo ma swojego przegranego, każdy awans czyjeś odpadnięcie.

A gdyby to zrobiła Borussia?

Nie kibicuję City, więc łatwo mi je krytykować. Dlatego odwróćmy sytuację.

Co, gdyby to BVB zdobywało przewagę, łamiąc zasady finansowe? Czy bym je bronił? Nie. Nie powiedziałbym „wszyscy kombinują”, „przecież grali piłkarze” ani „to tylko przepisy”. Nie wiem nawet, jak wyglądałoby wtedy moje kibicowanie. Klub to coś więcej niż ludzie, którzy akurat nim zarządzają: wspomnienia, tradycja, trybuny, mecze oglądane latami. Tego nie przekreśla się jednym ruchem, ale są granice, po których musiałbym zadać sobie niewygodne pytania.

Od kibiców City nie oczekuję, że przestaną kochać swój klub. Oczekuję tylko, że oddzielą miłość do klubu od oceny działań jego władz. Tego samego wymagałbym od siebie.

Grafika z pytaniem, czy sukces nadal jest sportowym sukcesem, jeśli przewagę budowano z naruszeniem zasad.
„Mam na ten temat sporo do powiedzenia”.

Puchary można odebrać. Historii już nie.

Można odjąć punkty, nałożyć grzywnę, zakazać transferów, zmienić tabelę w dokumentach, wykreślić tytuł z zestawienia.

Ale nie można jeszcze raz rozegrać ostatniej kolejki z 2012 roku. Nie można powtórzyć transferów ani losowań. Nie można sprawdzić, czy Borussia w ogóle spotkałaby City w 2021, ani czy Haaland zostałby w Dortmundzie.

Nie mam problemu z tym, że ktoś jest bogatszy ani że mamy gorszy zespół. Chcę tylko wierzyć, że kiedy oglądam mecz, obie drużyny dotarły do niego, przestrzegając tych samych zasad.

Uczciwy nie jest frajerem. Jest poszkodowanym. Frajerem jest oszust.

BVB przegrało z City 4:2. Tego nie kwestionuję. Ale w tym, z jakim City Borussia grałaby w innych okolicznościach, zostaje pytanie bez odpowiedzi. I to jest dla mnie najbardziej gorzkie: nie tylko nieuczciwa przewaga, ale świadomość, że jej skali nigdy się nie dowiemy.

To mój osobisty komentarz jako kibica piłki nożnej i Borussii Dortmund. Pytania o alternatywny przebieg wydarzeń są hipotezami, a nie twierdzeniami, że konkretne mecze, transfery lub trofea miałyby innych zwycięzców. Stan na październik 2026.

Źródła faktów

← Wróć: Życie

Życie · codzienność

Błażej Styrnol

Kuchnia, Tata i Dragon Ball

Dwie koszulki z promocji Dragon Ball w Burger Kingu

Wracaliśmy z ambasady w Bernie, gdzie składaliśmy wniosek o paszport dla Kuby. Chwilę po wjeździe na autostradę zatrzymaliśmy się na obiad. Myśleliśmy o KFC, ale trafił się Burger King, a w nim promocja Dragon Ball. Wyszedłem z dwoma koszulkami.

Dla mnie to coś więcej niż promocja. Dragon Ball i Kapitan Tsubasa to był nasz codzienny rytuał z Tatą po powrocie ze szkoły.

Oglądaliśmy w kuchni. U nas życie toczyło się w kuchni, bo dom był stary, bez centralnego ogrzewania, a mama gotowała na piecu węglowym. To było najcieplejsze miejsce w całym domu. Stół, wersalka, później kanapa i telewizor.

Pamiętam z tych seriali bardzo dużo. Z Dragon Balla choćby walkę z Freezą. Z Tsubasy pojedynek na strzały z Kojiro i boiska, które były tak ogromne, że w okolicy środka trybuny znikały za horyzontem. Ostatnie trzy minuty meczu potrafiły trwać cały dwudziestominutowy odcinek. Byłem dzieckiem i czułem radość, kiedy to oglądaliśmy.

Kiedy po narodzinach Kuby miałem miesiąc urlopu, obejrzałem jeszcze raz cały pierwszy sezon Tsubasy. Bez głębszego powodu, miałem czas i ochotę. Dla mnie to najlepsze seriale animowane w historii.

Tata ogląda teraz znowu jakiś sezon Dragon Balla w telewizji.

Chciałbym kiedyś oglądać je z Kubą.

← Wróć: Życie

Życie · sport

Błażej Styrnol

Ponad 30 lat z Borussią

Błażej na trybunach Signal Iduna Park podczas meczu Borussii Dortmund
Na Klassikerze z Bayernem, 23 listopada 2013.

Nie pamiętam dokładnie, kiedy zacząłem kibicować Borussii Dortmund. Wiem, że było to ponad 30 lat temu.

Najstarsze, co pamiętam, to album z naklejkami. Niebieska okładka, na niej Stoiczkow. Była w nim Borussia. I już wtedy mówiłem, że jestem za BVB. Tytułu albumu nie pamiętam, tylko tę okładkę.

Okładka albumu z naklejkami piłkarskimi ze Stoiczkowem
Okładka albumu, z którym wiążę najstarsze wspomnienie kibicowania BVB.

Latem 1995 pojechaliśmy na wakacje do dziadków do Dortmundu. Na stadionie nas nie było, byłem dzieckiem i nikt nie chciał mnie tam zabrać. Ale w parku dziadek kupił dwa komplety, dla mnie i dla kuzyna: proporczyk, plastikowy kubek i tekturową tackę. Mam to wszystko do dziś.

Proporczyk, kubek i tacka z herbem Borussii Dortmund
Pamiątki, które dziadek kupił nam w Dortmundzie latem 1995 roku.

Koszulkę z numerem 9, Chapuisat, dostałem od mamy na Wielkanoc 1997, przed półfinałem Ligi Mistrzów z Manchesterem United, razem z szalikiem. Pierwszy mecz BVB, który naprawdę pamiętam, to rewanż na Old Trafford. Z pierwszego meczu widziałem tylko skróty. W koszulce, spodenkach i szaliku oglądałem Köhlera zatrzymującego Cantonę i potem finał z Juventusem. Dziś koszulka wisi na balustradzie obok szalików. Spodenek już nie znajdę.

Koszulka Borussii Dortmund z nazwiskiem Chapuisat i szaliki
Koszulka Chapuisata z numerem 9 i szaliki BVB.

W 2013 program „To i Owo” razem z Eurosportem zorganizował konkurs. Do wygrania były wejściówki na trzy mecze, m.in. na Klassiker na Signal Iduna Park. Zadanie brzmiało: napisz, dlaczego warto oglądać Bundesligę i jakie to budzi emocje. Napisałem trzy wersje. Tylko ostatnia była naprawdę z głębi: że to ogromne emocje, których nie da się opisać słowami. Wygrałem dwa bilety i oficjalną piłkę.

Oficjalna piłka i bilety VIP z konkursu na mecz Borussii Dortmund z Bayernem; numery miejsc i kod kreskowy są zasłonięte
Piłka i bilety VIP wygrane w konkursie. Kod kreskowy i numery miejsc zostały zasłonięte.

Dopiero pod stadionem okazało się, że bilet wpuszcza do namiotu VIP. Było już tak blisko meczu, że namiot stał prawie pusty: hostessy, kelnerzy i barmani. Siedziałem za bramką, naprzeciw żółtej ściany.

Wnętrze namiotu VIP na stadionie Borussii Dortmund
Namiot VIP przed Klassikerem z Bayernem.

To był mecz z Bayernem, 23 listopada 2013. Götze po raz pierwszy grał przeciwko Borussii. Przeraźliwe gwizdy, kiedy wchodził, i za każdym razem, kiedy był przy piłce. Tak samo przy Neuerze, wychowanku Schalke. Ogromny aplauz, kiedy na boisko wbiegł Piszczek. Przegraliśmy 0:3, a Lewandowski zmarnował kilka sytuacji.

Jürgen Klopp na telebimie podczas meczu na Signal Iduna Park
Jürgen Klopp na telebimie podczas meczu z Bayernem.

Nie pamiętam, kto strzelał. Dopiero teraz sprawdziłem, że Götze wszedł z ławki i strzelił nam gola. Wtedy patrzyłem na wiele rzeczy inaczej niż dziś.

Po meczu, już w domu, wrzuciłem na Facebooka trochę zdjęć ze stadionu i z muzeum BVB. Bez składu i ładu, bez opisu. Nie myślałem wtedy, że to kiedyś będzie historia. Po prostu się cieszyłem.

Trofeum Borussii Dortmund w przeszklonej gablocie
Trofeum w muzeum BVB.

Były też gorsze wieczory, jak remis 2:2 z Mainz w ostatniej kolejce sezonu 2022/23, po którym mistrzostwo zostało w Monachium.

Zmieniały się drużyny, trenerzy i piłkarze. Zmieniało się też moje życie.

Błażej i Ela w koszulkach Borussii Dortmund w Dortmundzie
Z Elą w Dortmundzie, 7 września 2024.

Kuba ma już ręcznik, dwie pieluszki, pluszaka z piszczałką i drugiego z lampką. Wszystko ze sklepu BVB. Z body z napisem „50% Papa, 50% Mama, 100% BVB” już wyrósł, ale edukacja trwa. 😄

Błażej i Ela z Kubą w body z napisem 100% BVB; twarz Kuby jest niewidoczna
Kuba w body 100% BVB. Jego twarz pozostaje niewidoczna.

Kevin Großkreutz powiedział kiedyś w wywiadzie, w żartach, że gdyby jego syn miał kibicować Schalke, oddałby go do adopcji. Mówił to jeszcze, zanim miał dziecko. Ja jestem mniej radykalny. Na razie ograniczam się do ręcznika, pieluszek i pluszaków.

Przez ponad 30 lat zmieniło się prawie wszystko.

Borussia została. 🖤💛

← Wróć: Życie

Życie · muzyka

Błażej Styrnol

Zaczęło się od VHS-ów. Moja historia z rockiem

Błażej w koszulce Led Zeppelin podczas koncertu Budgie
Archiwalne zdjęcie z koncertu Budgie.

Miałem 7-9 lat, kiedy w domu pojawiły się dwie kasety VHS z nagraniami z telewizji. Nagrał je kuzyn mojej mamy, na jej prośbę, jako prezent dla taty.

Nie znałem żadnego z tych zespołów. Po prostu oglądałem i słuchałem.

Jednym z pierwszych obrazów, jakie zapamiętałem, był facet z wystającymi zębami. Na kolejnych nagraniach miał coraz krótsze włosy, coraz większego wąsa i coraz bardziej obcisłe kostiumy. 😄

Pozostali muzycy też z czasem mieli coraz krótsze włosy. Wszyscy poza gitarzystą, który konsekwentnie pozostawał przy swojej charakterystycznej fryzurze.

Dopiero później dowiedziałem się, że to Freddie Mercury, gitarzysta to Brian May, a zespół nazywa się Queen. Kiedy poznałem ich dyskografię, zrozumiałem, że to było Greatest Flix.

Kasety magnetofonowe Queen, między innymi Innuendo i A Kind of Magic
Kasety Queen z domowej kolekcji.

Na pierwszej kasecie zaraz po Queen zaczynał się koncert Deep Purple, od Highway Star. Zapamiętałem zielone, laserowe litery DP, z których wychodził smok i chyba wąż. Smok chyba tego węża pożerał, a cały obraz zaczynał coraz szybciej wirować. Ian Gillan w kamizelce. Za cholerę nie wiem, gdzie to było ani z którego roku: hala albo zamknięty stadion, raczej druga połowa lat 80. albo początek 90.

Na drugiej drugi koncert Deep Purple, na otwartym terenie, może festiwal. W trakcie Ritchie Blackmore rozwalił gitarę. Do tego Black Sabbath z Dio. Ronnie powiedział, że kiedy ludzie pokazują te rogi, to wiadomo, co to znaczy: long live rock 'n’ roll. Van Halen był na jednej z tych kaset, tylko nie pamiętam, na której. Zapamiętałem go jako kolorowy i krzykliwy, zupełnie inny obraz niż reszta.

W domu było też sporo kaset magnetofonowych: AC/DC, Led Zeppelin, Metallica, Slade. Nazwy zespołów przyszły później.

Półka z kolekcją kaset magnetofonowych
Kasety z domowej kolekcji.

Te dwie kasety puszczałem bardzo często.

Nie było dnia, w którym postanowiłem, że od teraz słucham rocka. Po prostu coraz bardziej mi się podobał.

Deep Purple podczas późniejszego koncertu
Deep Purple — jeden z późniejszych koncertów, na których byłem

Z czasem doszły koncerty. Była Budka Suflera w Kamieniu pod Rybnikiem, z mamą. Potem Deep Purple w Spodku w grudniu 2003, mój pierwszy tak duży koncert, na którym byłem sam. Dwa razy byłem na AC/DC: w maju 2010 na Bemowie i w lipcu 2015 na Narodowym, z Elą.

To najlepszy dla mnie zespół, który wciąż gra, drugi po Queen. Te koncerty, razem z pierwszym Deep Purple, są dla mnie najważniejsze, na jakich byłem. Do tego Kravitz na pływającej scenie pod Wawelem, Budgie w knajpie we Wrocławiu i jeszcze wiele innych. Mam stamtąd zdjęcia. Niektóre jakościowo słabe, ale to moje pamiątki.

Dziś słucham go głównie w radiu, w drodze do pracy i z pracy. W domu, przy małym dziecku, trzeba być cicho, a rock po cichu nie ma sensu.

Od tych VHS-ów minęło ponad trzydzieści lat. Nie szukam w tym wielkiej filozofii. Po prostu lubię rock.

I tak mi zostało. 🤘

Błażej w koszulce AC/DC na spacerze w sadzie

← Wróć: Życie