Motywacja jest fajna. Serio.
Fajnie obudzić się z energią i z poczuciem, że dziś można góry przenosić. Problem w tym, że nie każdy dzień taki jest. U mnie na pewno nie.
Kiedyś próbowałem zbudować własny biznes. Motywacji mi nie brakowało. Niby podjąłem decyzję, że to robię. Ale kiedy 20, może 30 osób odmówiło, zacząłem się wycofywać. Motywacji było coraz mniej, a nic innego mnie wtedy nie napędzało: nie było właściwej decyzji, celu ani planu. Nie doprowadziłem tego tam, gdzie chciałem.
Słowa Justyny Kowalczyk, do których wracam po latach

Przez lata śledziłem jej starty. Miałem też okazję kibicować jej na żywo podczas Pucharu Świata w Jakuszycach w styczniu 2014 roku. Wtedy zrobiłem zdjęcie, które towarzyszy temu tekstowi.
Po latach wróciłem do wywiadu z „Przeglądu Sportowego”. Paulina Maj zapytała ją: „Skąd bierzesz siłę i motywację do pracy? Co cię napędza do ciężkiego treningu?”
Justyna odpowiedziała:
„Bardzo lubię sport. Od małego byłam kibicem, teraz jestem sportsmenką. To mój zawód, życie i praca, którą lubię. Nie lubię za to takich słów jak motywacja. Mam coś do zrobienia, to robię to i tyle.”
Trzeba pamiętać o całym kontekście: mówiła o sporcie, który kocha, i o pracy, którą lubi. Nie traktuję jej słów jako uniwersalnej recepty. Życie zawodowego sportowca i moje to zupełnie inne rzeczywistości.
Ale to zdanie zatrzymało mnie na dłużej. Justyna nie mówi tu o decyzji, to już moja refleksja.
Motywacja kontra decyzja
Motywacja mówi: „Chce mi się.”
Decyzja mówi: „Robię, chociaż mi się nie chce.”
Właściwa decyzja nie gwarantuje sukcesu. Ale jej brak niemal gwarantuje porażkę. Sama decyzja też niczego nie zmieni: musi za nią pójść systematyczne działanie.
Pracuję fizycznie w budownictwie. Mam rodzinę, dom i zwykłe życie do ogarnięcia. Jednocześnie próbuję rozwijać nowe kompetencje. Nie mam nieograniczonej ilości czasu i energii, więc nie mogę opierać planów na chwilowym przypływie chęci. Nie chodzi o robienie wszystkiego, tylko o to, żeby nie zgubić kierunku.
Nie chcę znowu dać z siebie 100% przez tydzień czy miesiąc, a potem czekać na kolejny przypływ motywacji. Chcę sprawdzić, co się stanie, jeśli tym razem za decyzją pójdzie zaangażowanie wystarczająco długie, żeby naprawdę coś zmienić.
Nie piszę tego z pozycji człowieka, który opanował samodyscyplinę. Nie opanowałem. Nadal zdarzają mi się dni, kiedy jestem zmęczony albo mam wątpliwości, czy to, co robię, ma sens.
Nie wiem jeszcze, dokąd mnie to zaprowadzi. Nadal jestem w trakcie.
Źródło cytatu: Paulina Maj, wywiad z Justyną Kowalczyk, „Przegląd Sportowy”, 10 stycznia 2012 r.